A więc jesteśmy tu! Po małych perypetiach budzimy w sypialni na piętrze, do której zaglądają brzozy. Oswajamy nowe miejsce. Stajemy się mistrzami w omijaniu pudełek i lokalizowaniu w nich tego, co potrzebne. I kocykujemy sobie na własnej trawie, z własnymi szyszkami uwierającymi w tyłek i mrówkami włażącymi do talerzy. I codziennie ze świeżo upolowaną myszką tuż przy drzwiach, bo nasza Rysia okazała się bardzo łowna.
historie z życia rodzinki, refleksje ogólne oraz opisy szalonych przygód, jeśli się takie zdarzą
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zadumki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zadumki. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 2 lipca 2015
sobota, 5 kwietnia 2014
Pochwała blogowania
Kiedy wybiegam w przyszłość i myślę, czego bym chciała, moje marzenia są proste.
Chciałabym mieć szczęśliwe małżeństwo. Takie, w którym wciąż coraz bardziej się kochamy i wciąż na nowo poznajemy. Które przetrwa wszystko, a jak będziemy świętować 50. rocznicę ślubu, to dalej będziemy się trzymać za ręce.
Chciałabym mieć szczęśliwe małżeństwo. Takie, w którym wciąż coraz bardziej się kochamy i wciąż na nowo poznajemy. Które przetrwa wszystko, a jak będziemy świętować 50. rocznicę ślubu, to dalej będziemy się trzymać za ręce.
wtorek, 11 marca 2014
Co wieczór (marudzenie kontrolowane)
Boję się śmierci. Codziennie to samo - małe umieranie.
A przecież jeszcze tyle nie zdążyłam. Tego nie przeczytałam, tamtego nie zrobiłam. Tego nie posłuchałam, tamtego nie spotkałam. Nie zostawiłam za sobą ładu, raczej chaos. Za dużo powiedziałam, za mało powiedziałam (trzeba było inaczej, jak?). Za mało byłam, kochałam.
niedziela, 4 sierpnia 2013
Pocztówka ze Wschodu
Znów jesteśmy tu, gdzie ziemia jest bardziej płaska, a niebo głębokie, spektakularne, trójwymiarowe.
Ziemia jest płaska i zielona. Jeśli coś już musi wyrastać wyżej niż trawa, to stara się być jak najniższe, za to rozłożyste. Obserwujemy świat z wąskiej asfaltówki, takiej, na której nie da się wyprzedzić kombajnu. Po obu stronach niskie domki, każdy otoczony ogródkiem, głównie trawiastym. Ale są i kwiaty w jaskrawych kolorach, gdzieniegdzie zarośla malw, słoneczniki albo gotyk kanny. Wszystko zalane, sprażone słońcem. Karłowate drzewka prawie nie dają cienia.
Ziemia jest płaska i zielona. Jeśli coś już musi wyrastać wyżej niż trawa, to stara się być jak najniższe, za to rozłożyste. Obserwujemy świat z wąskiej asfaltówki, takiej, na której nie da się wyprzedzić kombajnu. Po obu stronach niskie domki, każdy otoczony ogródkiem, głównie trawiastym. Ale są i kwiaty w jaskrawych kolorach, gdzieniegdzie zarośla malw, słoneczniki albo gotyk kanny. Wszystko zalane, sprażone słońcem. Karłowate drzewka prawie nie dają cienia.
środa, 19 czerwca 2013
Wyciskam dzień
Wyciskam sok z dnia.
Dobrze wiem, że liczy się każda chwila. Łapię je więc jedną po drugiej, ścigam się z czasem. Sprawdzam, jak smakują, co w sobie kryją, co się w nich zmieści.
Dobrze wiem, że liczy się każda chwila. Łapię je więc jedną po drugiej, ścigam się z czasem. Sprawdzam, jak smakują, co w sobie kryją, co się w nich zmieści.
wtorek, 4 czerwca 2013
Potrzebny dawca szpiku
Kilka tygodni temu dowiedzialam sie, ze Kasia, jedna z Macierzankowych mam, jest chora na bialaczke. Potrzebny dawca szpiku!
sobota, 1 czerwca 2013
Nie, to nie teściowa
Tak się złożyło, że ostatni wpis, sprzed trzech miesięcy, mówił o wizycie teściowej. Ponoć w związku z tym milczenie, które zapadło, wydawało się podejrzane. Jest to jednak przypadkowa zbieżność zdarzeń. A gdy wspominam tę ostatnią wizytę, odczuwam głównie wdzięczność. Mimo tego, co zapisałam na bieżąco.
środa, 27 lutego 2013
Instrukcja obsługi teściowej
Mama mojego męża przyjechała pomóc zadbać o rekonwalescenta. Była z nami ponad tydzień. Dziś pojechała.
Przyjechała nam pomagać, chciała nam pomagać, dotychczas jednak dość często zdarzało się, że pomoc ta przybierała niepożądane formy. Aby tego uniknąć i pełniej cieszyć się obecnością babci, opracowaliśmy strategię, którą można by streścić tak:
piątek, 1 lutego 2013
wtorek, 4 grudnia 2012
Wieści od Artura
wtorek, 6 listopada 2012
Tańczący kot
Bajka o tańczącym kocie.
Był sobie kot, który postanowił się oszczędzać. Nie pamiętał już kiedy ani dlaczego podjął tę decyzję, musiało to być bardzo dawno temu. Program oszczędzania miał na celu minimalizację zużycia kociej energii. Na co to było kotu? Kto to wie.
Był sobie kot, który postanowił się oszczędzać. Nie pamiętał już kiedy ani dlaczego podjął tę decyzję, musiało to być bardzo dawno temu. Program oszczędzania miał na celu minimalizację zużycia kociej energii. Na co to było kotu? Kto to wie.
piątek, 2 listopada 2012
Kto dziś baluje
Wszystkich Świętych, a u nas wypadł koci dzień. Dawno już takiego nie było. W tym roku postanowiliśmy wprawdzie siedzieć w domu, ale nie aż tak. Planowaliśmy pojechać po południu na duży zabytkowy cmentarz. Popołudniowa drzemka pokrzyżowała jednak plany. I nawet mi nie szkoda, stwierdziłam, że skoro byliśmy zmęczeni, to lepiej, że zostaliśmy w domu. Mogliśmy się przecież zaziębić.
czwartek, 11 października 2012
Notatki kompetentnej matki...
...albo Wypiski z Juula [juula].
Przeczytałam niedawno Twoje kompetentne dziecko Jespera Juula. Zostało tam czarno na białym zapisane to, czego przeczucie miałam: gdy z dzieckiem dzieje się coś "nie tak", dorośli powinni przyjrzeć się sobie. Właściwie przez prawie cały czas, gdy czytałam, przyglądałam się sobie. Rzeczy szczególnie ważne zaznaczałam, zaginając rogi. To były naprawdę ważne sprawy, bo inaczej nie zdecydowałabym się na zaginanie. I właśnie przyszedł czas podsumowania tych zagięć. Będzie ono skrótowe, hasłowo-cytatowe. Kogo zaciekawi, niech sięgnie po książkę.
Przeczytałam niedawno Twoje kompetentne dziecko Jespera Juula. Zostało tam czarno na białym zapisane to, czego przeczucie miałam: gdy z dzieckiem dzieje się coś "nie tak", dorośli powinni przyjrzeć się sobie. Właściwie przez prawie cały czas, gdy czytałam, przyglądałam się sobie. Rzeczy szczególnie ważne zaznaczałam, zaginając rogi. To były naprawdę ważne sprawy, bo inaczej nie zdecydowałabym się na zaginanie. I właśnie przyszedł czas podsumowania tych zagięć. Będzie ono skrótowe, hasłowo-cytatowe. Kogo zaciekawi, niech sięgnie po książkę.
poniedziałek, 1 października 2012
Urodziny
Zawsze mi się kojarzyły ze świętowaniem tego, że się urodziłam, że jestem. A dziś dopadło mnie takie silne poczucie przemijania. Smutek. Żal za tym, co mi się nie udało. Lęk, czy zdążę z tym, na czym mi zależy. "Mała żałoba", jak ujął to Marek. Małe umieranie, bo coś odchodzi w przeszłość.
wtorek, 11 września 2012
Artur
Choroba wywraca życie do góry nogami, wsysa w swój świat badań, diagnoz, leków, sprzętów o dziwnych nazwach. Wszyscy są gdzie indziej, w środku tego świata jest tak naprawdę tylko ten, kogo to dotknęło. Można tam na chwilę zajrzeć, by potem z ulgą wrócić do swojej zwyczajności. Żyjąc swoim życiem łatwo zapomnieć, że chory tkwi tam wciąż, z nowymi rozpoznaniami, nowymi skierowaniami, nową rozpaczą lub nadzieją.
środa, 25 lipca 2012
Przycupnięcie z pająkami
Na podświetlonej tęczowo kładce tłuste pająki mają raj. Ćmy i muchy wlatują do wiszących z poręczy pajęczyn, a pająki robią się jeszcze większe i tłuściejsze. Pajęczyny wiszą geste i grube, nie chciałabym być pierwszą osobą, która przechodzi tędy o świcie. Ciekawe, co musi zrobić pająk, by dostać taką dobrą miejscówkę?
niedziela, 24 czerwca 2012
Szczęśliwi staruszkowie
Kto przyjeżdża nad morze przed sezonem? Rodzice z małymi dziećmi i staruszkowie.
Widziałam parę cudownych staruszków. Promenadą wzdłuż plaży pan pchał na wózku panią. Oboje siwi, oboje typowo staruszkowi. Wpatrzeni przed siebie, w morze, w horyzont (morze bladoniebieskie, spore fale). Wystawiali twarze do słońca.
Widziałam parę cudownych staruszków. Promenadą wzdłuż plaży pan pchał na wózku panią. Oboje siwi, oboje typowo staruszkowi. Wpatrzeni przed siebie, w morze, w horyzont (morze bladoniebieskie, spore fale). Wystawiali twarze do słońca.
czwartek, 21 czerwca 2012
Kocham morze
Morze jest niesamowite. Moje bycie nad morzem samo z siebie zamienia się w medytację, kontemplację. Leżę, słucham, patrzę, czuję. Słucham szumu. Patrzę na falującą powierzchnię, na fale wciąż nowe i nowe. Nowe i nowe, aż do nieskończoności, gdzieś w okolicach linii horyzontu. Czuję chłodny wiatr, ciepły miękki piasek, palące słońce.
niedziela, 13 maja 2012
Piaskownicowy piar
Dwie huśtawki, dwie ślizgawki, domek do wspinania i piasek. Wszędzie piasek. Tarzają się w nim i przesypują go stada maluchów bardzo małych i większych. Średnio do każdego malucha przyporządkowane jest 0,9 mamy lub opiekunki. Tatowie pojawiają się też, a i owszem. Najczęściej po południu. Czasem solo, czasem towarzyszą mamom. Mamy (lub ich odpowiedniki) rozmawiają. I tu właśnie pojawia się niepowtarzalna szansa, by wprowadzić w życie piaskownicowy piar.
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Żyrafa-ja, taniec plemienia środkowoafrykańskiego
Zdarzają się, panie, cudy.
Bo jak inaczej nazwać, jakim słowem określić nagłe przedzierżgnięcie się moje w zwirza owego, długoszyjnego, rogatego, pod dżirafy mianem znanego? I wiem już, jak zwirz ten hasa, co je, i jakim okiem na inne stworzenia spogląda.
Bo jak inaczej nazwać, jakim słowem określić nagłe przedzierżgnięcie się moje w zwirza owego, długoszyjnego, rogatego, pod dżirafy mianem znanego? I wiem już, jak zwirz ten hasa, co je, i jakim okiem na inne stworzenia spogląda.
Subskrybuj:
Posty (Atom)