Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 lipca 2015

Żywioły

A więc jesteśmy tu! Po małych perypetiach budzimy w sypialni na piętrze, do której zaglądają brzozy. Oswajamy nowe miejsce. Stajemy się mistrzami w omijaniu pudełek i lokalizowaniu w nich tego, co potrzebne. I kocykujemy sobie na własnej trawie, z własnymi szyszkami uwierającymi w tyłek i mrówkami włażącymi do talerzy. I codziennie ze świeżo upolowaną myszką tuż przy drzwiach, bo nasza Rysia okazała się bardzo łowna.

czwartek, 28 maja 2015

Biały dom

Dom stał w oddali, jakby wycofany. Gdy jechaliśmy pierwszy raz drogą, nie zwróciliśmy na niego uwagi. Biały. Z popielatą podmurówką i dachem w tym samym kolorze. Z facjatką. Wyłaniający się z zieleni traw i liści, prześwitujący spomiędzy gałęzi brzóz.

środa, 24 września 2014

Kombo

To stało się 17 września. Z powodów historycznych nie lubię tej daty. Teraz mam jeszcze powód osobisty.
Gdy jesteście w ciąży, nigdy nie wychodźcie z domu, mówiąc sobie: to tylko na chwilę, więc nie muszę brać nic do jedzenia ;) I mogę mieć rozładowany telefon. Przecież jadę tylko do przedszkola.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Lisek wtulony w siebie

To już nasz trzeci żyrafi wyjazd, a drugi z Moniką Szczepanik. Zeszłoroczny bardzo dużo wniósł i merytorycznie, i energetycznie - miałam duże poczucie wspólnoty. W tym roku przyjechałam z dużymi oczekiwaniami, a jest inaczej. Też dobrze.

czwartek, 24 lipca 2014

sobota, 24 maja 2014

Propozycja

Są takie chwile, kiedy to po prostu wiem: mam więcej szczęścia niż rozumu. Dostałam propozycję pracy. Kreatywnej. Prawie wymarzonej. Takiej, którą trudno byłoby mi zdobyć, gdybym jej szukała. Przyszła do mnie akurat teraz. Niezła zagwozdka.

poniedziałek, 12 maja 2014

Spodzianka czy nie?

Nad cudownym polskim morzem czułam się tak źle, że tylko dwie myśli chodziły mi po głowie: albo mam raka, albo jestem w ciąży. Postanowiłam sprawdzić wersję optymistyczną. Tak oto wyjaśniła się tajemnica nadmorskich mdłości :D

niedziela, 11 maja 2014

Majowe morze

Majowe morze ma najczęściej kolor szarogranatowy. Na plaży niemiłosiernie wieje, ale można w deszczu iść boso po plaży.

środa, 2 kwietnia 2014

Majstersztyk z rurką

Dziś zrozumiałam, czym jest impas. Trzymam ja, trzyma on. Każde ciągnie w swoją stronę. Myśl, żeby wyjąć mu rurkę z tych (zazwyczaj słodziaskich) paluchów. Nie!

wtorek, 18 marca 2014

Zanim wyszłam z siebie

Zaczęło się tak: miałam kiedyś okazję wytańczyć swoją złość. Taką, która podnosi głos, zmusza do gestykulacji, wykrzywia twarz. I tak wściekłą, tak wściekle wściekłą... aż stała się śmieszna. Później przeczytałam w Rodzicielstwie przez zabawę, że można rozładować złość w zabawowy, niekrzywdzący dziecka sposób.

wtorek, 11 marca 2014

Co wieczór (marudzenie kontrolowane)

Boję się śmierci. Codziennie to samo - małe umieranie.
A przecież jeszcze tyle nie zdążyłam. Tego nie przeczytałam, tamtego nie zrobiłam. Tego nie posłuchałam, tamtego nie spotkałam. Nie zostawiłam za sobą ładu, raczej chaos. Za dużo powiedziałam, za mało powiedziałam (trzeba było inaczej, jak?). Za mało byłam, kochałam.

niedziela, 12 stycznia 2014

Mniej i więcej

Nie wiem, co się stało. Od jakiegoś czasu czuję się inaczej.
Czuję się stabilniej w sobie. Jakbym miała w środku linkę, na niej mały ciężarek. Czasem coś go wytrąci z równowagi. Ale on nie rozpada się wtedy na kawałki. Nie rozbija rzeczy wokół w drobny mak. Bardzo ciąży do środka. Wraca na swoje miejsce, do pionu. Znów jest tam, gdzie powinien być.

sobota, 2 listopada 2013

Ambiwalencja

W przededniu pójścia do przedszkola.
- Gdzie idziemy dziś na spacer?
- Do tego ogrodu, co jest w przedszkolu.
Również autka-synkowie jadą do przedszkola.

środa, 16 października 2013

Żelazna logika

- Trochę tu dzisiaj posprzątamy.
- Kto do nas przychodzi, mamusiu?

Tak. Jeśli chodzi o sprzątanie, jestem totalnie zewnątrzsterowna. Jerz po niespełna trzech latach obserwacji już to wie.
Dlatego najbardziej lubię odwiedziny zapowiedziane, minimum godzinę :D

sobota, 13 lipca 2013

W chmurze

Sobotnie popołudnie po pierwszym tygodniu w Paszczakowcu. Marek przyjechał wczoraj późnym wieczorem, zbyt późnym. Więc dziś nadrabiałam spanie, a oni z Jerzem nadrabiali rozłąkę. Ale w końcu, po obiedzie (ja - bez śniadania), po kawie, nosi nas i chcemy spędzić czas razem i gdzieś pojechać. Pogoda straszy. Nad domem wiszą szarawe chmurzyska. Ale nosi nas tak, że jedziemy, nie ma opcji. Święty Krzyż, wersja soft, czyli po asfalcie. Marzenia o drodze po kamieniach (jedynej, która tak naprawdę się liczy ;)) odkładam znów na przyszły rok.

środa, 27 lutego 2013

Instrukcja obsługi teściowej

Mama mojego męża przyjechała pomóc zadbać o rekonwalescenta. Była z nami ponad tydzień. Dziś pojechała.
Przyjechała nam pomagać, chciała nam pomagać, dotychczas jednak dość często zdarzało się, że pomoc ta przybierała niepożądane formy. Aby tego uniknąć i pełniej cieszyć się obecnością babci, opracowaliśmy strategię, którą można by streścić tak:

wtorek, 19 lutego 2013

Dobrze być w domku

Oglądamy zdjęcia z przedstawienia, na które się wybieram z Jerzykiem. Na jednym jest wilk, na innym tygrys. I wiem, że to wariackie pytanie i nie wiem, po co je zadałam (po co - chyba chciałam się uspokoić, że faktycznie nie będzie się bał, zadając je czułam, że coś z tym pytaniem nie tak, po lutowym warsztacie z Moniką Szczepanik wiem już co...),

środa, 31 października 2012

Istne szaleństwo

Po traumatycznych przejściach z odmawiającym współpracy autem oraz zmaganiach z pełną jadowitej ironii komunikacją miejską. Po wieczorach spędzonych na kompulsywnym układaniu puzzli (2000 kawałków, o ile nic nie zgubiliśmy). Po koncercie młodego wokalisty, który zdążył już zaistnieć w tiwi, o czym nie wiedziałam nic a nic, na który to koncert w ostatniej chwili wyciągnęła mnie sąsiadka. Po tym wszystkim mogę wreszcie napisać o szaleństwie, któremu oddaliśmy się w niedzielę.

poniedziałek, 1 października 2012

Urodziny

Zawsze mi się kojarzyły ze świętowaniem tego, że się urodziłam, że jestem. A dziś dopadło mnie takie silne poczucie przemijania. Smutek. Żal za tym, co mi się nie udało. Lęk, czy zdążę z tym, na czym mi zależy. "Mała żałoba", jak ujął to Marek. Małe umieranie, bo coś odchodzi w przeszłość.

piątek, 21 września 2012

Kocia fantazja

Wakacje się skończyły, wróciła ponura statystyka, którą prowadzę od stycznia - jedno choróbsko na miesiąc. Zaczęliśmy ja i Marek, po dwóch dniach dopadło Jerza... Zwykły katar na razie, ale martwię się, żeby mu nie poszło na oskrzela. Do dziś nawet się trzymaliśmy. Nawet na dwór wychodziliśmy się przewietrzyć. Ale przyszło dziś, i nie dałam już rady.