Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyprawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyprawy. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 września 2013

Rawenna nocą

Dziś dzień ojca i syna, bo ja usiłowałam napisać krótki artykuł. Wstaliśmy na sjestę. O tej porze siedzimy w domku. Z Jerzem w domu nie jestem w stanie się skupić. Wysyłam ich po zakupy, frutta e verdura. Warzywniaki tutaj to sklecone w polu szałasy z wielkim szyldem frutta e verdura właśnie. A więc jadą tam i po chwili wracają: nieczynne, bo sjesta. Więc siedzimy znów w domku aż do bezpiecznej godziny, gdy wreszcie mogą pójść na plażę.

wtorek, 3 września 2013

Marina Romea

Jesteśmy u celu. Wreszcie to czujemy: dotarliśmy do miejsca, gdzie spędzimy najbliższe dwa tygodnie. Wstępny rekonesans pod wodzą babci Ewy i jej przyjaciół - i zostajemy sami. Bardzo nam tak dobrze po ostatnim intensywnym tygodniu.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Pocztówka ze Wschodu

Znów jesteśmy tu, gdzie ziemia jest bardziej płaska, a niebo głębokie, spektakularne, trójwymiarowe.
Ziemia jest płaska i zielona. Jeśli coś już musi wyrastać wyżej niż trawa, to stara się być jak najniższe, za to rozłożyste. Obserwujemy świat z wąskiej asfaltówki, takiej, na której nie da się wyprzedzić kombajnu. Po obu stronach niskie domki, każdy otoczony ogródkiem, głównie trawiastym. Ale są i kwiaty w jaskrawych kolorach, gdzieniegdzie zarośla malw, słoneczniki albo gotyk kanny. Wszystko zalane, sprażone słońcem. Karłowate drzewka prawie nie dają cienia.

sobota, 13 lipca 2013

W chmurze

Sobotnie popołudnie po pierwszym tygodniu w Paszczakowcu. Marek przyjechał wczoraj późnym wieczorem, zbyt późnym. Więc dziś nadrabiałam spanie, a oni z Jerzem nadrabiali rozłąkę. Ale w końcu, po obiedzie (ja - bez śniadania), po kawie, nosi nas i chcemy spędzić czas razem i gdzieś pojechać. Pogoda straszy. Nad domem wiszą szarawe chmurzyska. Ale nosi nas tak, że jedziemy, nie ma opcji. Święty Krzyż, wersja soft, czyli po asfalcie. Marzenia o drodze po kamieniach (jedynej, która tak naprawdę się liczy ;)) odkładam znów na przyszły rok.

poniedziałek, 8 października 2012

Przywitanie jesieni

Wiem, że już zaliczyliśmy pierwszy jesienny katar. I pierwszy spacer w deszczu. I zbieranie żołędzi. I pokazywanie kolorowych liści. Ale to prawdziwe przywitanie jesieni miało miejsce dopiero wczoraj.

poniedziałek, 1 października 2012

Urodziny

Zawsze mi się kojarzyły ze świętowaniem tego, że się urodziłam, że jestem. A dziś dopadło mnie takie silne poczucie przemijania. Smutek. Żal za tym, co mi się nie udało. Lęk, czy zdążę z tym, na czym mi zależy. "Mała żałoba", jak ujął to Marek. Małe umieranie, bo coś odchodzi w przeszłość.

piątek, 24 sierpnia 2012

Mobilny Jerz, rozgadany też

Jak się z Jerzem wypuściliśmy z domu, to nieśpieszno nam wracać. Marek w dni robocze wraca do pracy, a my się rozbijamy od jednej babci do drugiej. Od babci Krysi z Dzikiego Wschodu do babci Ewy w Świętokrzyskie przywiozła nas Niebieska Kaśka. Po weekendzie, gdy odzyskaliśmy samochód, znów nie zagrzaliśmy miejsca w domu.

środa, 15 sierpnia 2012

Wesele. Deszcze. Bug

Spędziłam w domu pięć dni. W tym czasie załatwiałam sprawy związane z naprawą usterek w mieszkaniu i planowanym remontem, cieszyłam się z odwiedzin sympatycznych gości, Stasia i jego mamy, oraz usiłowałam wyprać rzeczy po poprzednim wyjeździe. A już w piątek wieczorem przyjechała tzw. Niebieska Kaśka, by towarzyszyć nam jako niania na weselu.

poniedziałek, 23 lipca 2012

Latające zoo Jerzego...

czyli weekend muzealno-zoologiczny.
Muzeum Lotnictwa to idealne miejsce do zwiedzania z maluchem, jeśli nie ma się parcia, by zobaczyć wszystko i po kolei. I jeśli nie chce się czytać tabliczek. To był pomysł Marka na sobotnie popołudnie.

poniedziałek, 9 lipca 2012

Wracamy do domu

Urlop się kończy, a tu nagle pogoda się poprawiła, upał przyszedł. Ale woda nadal zimna. Na plaży, mimo rozłożonego parasola, około południa nie da się wytrzymać. W domku sauna, ale przynajmniej nie praży. Zgodnie stwierdzamy, że pogoda nam się udała, bo więcej upałów by nas wykończyło. Tylko bardzo mi żal, że akurat teraz musimy wyjeżdżać. Żeby tak zaczęło padać, nie byłoby mi szkoda, wyznaję Markowi.

środa, 27 czerwca 2012

Władca mew

Oswajamy morze. Bo to nie sztuka byczyć się na plaży, gdy z nieba leje się żar. Wystarczy mieć parasol i od czasu do czasu chłodzić się w wodzie. A morze chce, żebyśmy dobrze je poznali i na początek raczy nas nie najłaskawszymi pogodami.

poniedziałek, 7 maja 2012

Majówki ciąg dalszy

Wiosenne, soczyście zielone łąki, ciągnące się aż do rzeki - taki krajobraz z Ponidzia wiosennego, Ponidzia leniwego pozostał mi z drugiej części naszego majowego weekendu. I jeszcze to, że fajnie by było mieć swój zamek :)

niedziela, 18 marca 2012

Migawki

Migawki z intensywnego weekendu domowo-wyjazdowego, przy czym wyjazd zaliczamy do tych ekstremalnych.
Po namyśle stwierdzam, że i chwile spędzone w domu można określić tym mianem.

poniedziałek, 20 lutego 2012

Przepis na Tatry dla lamerów

Jechać w Tatry można na różne sposoby. My dziś przetestowaliśmy sposób lamerski, niemniej przyjemny. Gdyby ktoś chciał spróbować, oto prosty przepis:

niedziela, 6 listopada 2011

Wyprawy państwa Kotów

Aby spacer, wycieczka czy wyprawa były udane, wcześniej trzeba zaplanować, kiedy je rozpocząć i zakończyć, aby zdążyć zobaczyć to, co się chce, i wrócić o odpowiedniej porze. Oczywista oczywistość :) Też o tym wiemy. Tylko że nigdy tak nie robimy. To znaczy planujemy. Ale sam plan, nawet dobry, to jeszcze nic, jeśli się go nie realizuje ;) I tak każda nasza wycieczka czy dłuższy spacer zyskuje smaczek survivalu.

niedziela, 18 września 2011

Niedziela dla nas

Niedziela to koci dzień. Płynie bez pośpiechu, trzeba tylko łapać każdą chwilę. Dobra niedziela to namiastka wakacji, podróży w dalekie strony i dziwne kraje. Albo gdzieś, gdzie jest woda i dużo słońca.
My dzisiaj mieliśmy dużo słońca i dużo wody.