niedziela, 2 marca 2014

Profesor Wisienka

Najpierw trzeba zrobić kanapkę. Po chwili okaże się, że to jednak tort. Pierwsza warstwa: ja. Druga warstwa: Marek. Teraz wdrapuje się Jerz.
- Jesteś naszą wisienką na torcie!
Wisienka spada z tortu, i znów się wdrapuje, i znów spada.
- Wisienka się sturlała!
Potem trzeba założyć sobie na głowę moje okulary. I oto on: profesor Wisienka!
- Jestem profesorem Wisienką! - woła Jerz.
- Ja jestem profesorem Wisienką! - wołam ja.
- Ja jestem profesorem Wisienką! - woła Jerz.
- Ja jestem profesorem Wisienką! (przedrzeźniam cię).
- Ja jestem profesorem Wisienką! Przedrzeźniaj mnie!
- Kto jest profesorem Wisienką?
- Ja!
- Ja!
- Ja!

Profesor Wisienka zajmuje się ciuchciami.
- Gdzie byłaś, wisienko? - to do mnie. - Wymyśl tym ciuchciom imiona.
Wymyślam imiona ciuchciom znanym dotychczas jako Czerwona, Żółta i Zielona. Ale jakoś nie możemy ich zapamiętać, chyba się nie przyjęły.
A później,,, później nie ma już Profesora Wisienki. Jerz siedzi nad ciuchciami.
- Profesorze Wisienko! - wołam, ale nie odpowiada.
Poszedł sobie. A taka miła była z nim niedziela.
Więc zrobiliśmy faworki, bo w tłusty czwartek nie było czasu, i też było bardzo fajnie. Mniam!

4 komentarze:

  1. Rodzinny tort? Urocze :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie mów, że Wy się tak nie bawicie ;)

      Usuń
  2. Słodko... I nie tylko przez faworki ;)
    Pozdrawiam,
    Sol

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pewnie przez profesora Wisienkę ;)

      Usuń