niedziela, 2 października 2011

Słomiana wdowa, a z nią teściowa

Marek pojechał na weekend grać w paintball, jeździć na quadach i wspinać się po linach, a my z Jerzykiem i babcią zostaliśmy sami.

Żeby nie było, że tylko tata dobrze się bawi, pojechaliśmy na spacer nad Wisłę. A wieczorem, gdy Jerzyk usnął, obaliłyśmy po butelce wytrawnego trunku "Karmi" i obejrzałyśmy film przygodowy o szukaniu skarbów z przystojnym panem w roli głównej (pani z roli głównej też niczego sobie). Babcia nie dotrwała jednak do końca.
I tym sposobem zostałam samotną słomianą wdową ze śpiącą teściową i śpiącym Jerzem. Gdyby ktoś miał wątpliwości, czy uda mi się tej nocy zaszaleć, to: nie, nie zaszaleję. Ale aby dodać pikanterii wpisowi, mogę opisać dwie łóżkowe przygody.

Łóżkowa przygoda Marka

Marek obudził się w nocy. Poczuł pustkę, i to wydało mu się niepokojące. Od jakiegoś czasu nadmiar wolnej przestrzeni mógł budzić niepokój. Marek zerwał się przerażony. Uświadomił sobie, że tę pustą przestrzeń powinien zajmować Jerzyk. Gdzie on się podział?! Po chwili na brzegu łóżka dostrzegł ciemną przygarbioną postać. Mnie karmiącą Jerza. Legł, zasnął.

Łóżkowa przygoda moja

Nie wiem czemu - nagle obudziłam się w nocy. Odruchowo zajrzałam do łóżeczka Jerza, żeby zobaczyć, jak śpi. Stanęłam ścięta przerażeniem, nie dowierzając własnym oczom. Łóżeczko było puste!!! W ciągu sekundy przez moją głowę przeleciało tysiąc pytań: kto? jak? dlaczego? wstał i poszedł?! Miotana rozpaczą rzuciłam się w kierunku łóżka, by budzić Marka. Wtedy w ciemności ujrzałam dwa kształty, duży i mały. Rozpoznanie sytuacji zajęło mi chwilę... Marek i Jerzyk, przykryci po uszy kołdrą, spali w najlepsze. I koniec przygody :)

Jak widać w obu przygodach występuje element przerażenia. Z pikanterią przesadziłam. Ale może przynajmniej dla kogoś jest kontrowersyjne, że Jerzu śpi z nami. Wyjaśniam, że dzieje się tak tylko w szczególnych sytuacjach, gdy np. wstaję do niego po raz piąty i mam już tego dość (czyli prawie zawsze nad ranem). Wtedy kładę go z nami do łóżka. Jerzu rozwala się na środku, przekręca z boku na bok, a ja i Marek leżymy skuleni, każde na swoim skraju.
Samo życie.
Dobranoc!

2 komentarze:

  1. bynajmniej, Matthew McConaughey - specjalnie dla Ciebie ;)

    OdpowiedzUsuń