wtorek, 28 stycznia 2014

Jezus i dzieci

Tak naprawdę chcę pisać o Jezusie i klapsach. Bo zbyt często słyszę, jak osoby deklarujące się jako wierzące dają sobie zgodę na dawanie klapsów, uzasadniając to  troską o wychowanie.
Wiecie, że dla wielu osób klaps nie jest przemocą? Ostatnio słyszałam o wykładzie katolickiego psychologa na spotkaniu katolickich rodzin, który mówił o tym, że czasem warto dać klapsa.

niedziela, 12 stycznia 2014

Mniej i więcej

Nie wiem, co się stało. Od jakiegoś czasu czuję się inaczej.
Czuję się stabilniej w sobie. Jakbym miała w środku linkę, na niej mały ciężarek. Czasem coś go wytrąci z równowagi. Ale on nie rozpada się wtedy na kawałki. Nie rozbija rzeczy wokół w drobny mak. Bardzo ciąży do środka. Wraca na swoje miejsce, do pionu. Znów jest tam, gdzie powinien być.

sobota, 2 listopada 2013

Ambiwalencja

W przededniu pójścia do przedszkola.
- Gdzie idziemy dziś na spacer?
- Do tego ogrodu, co jest w przedszkolu.
Również autka-synkowie jadą do przedszkola.

czwartek, 17 października 2013

O czym mruczą drzewa

Marek układa Jerza do spania, ja zbieram się do pracy. Przez niedomknięte drzwi słyszę piosenkę drzewa (tzn. młodego drzewka ;)).

środa, 16 października 2013

Żelazna logika

- Trochę tu dzisiaj posprzątamy.
- Kto do nas przychodzi, mamusiu?

Tak. Jeśli chodzi o sprzątanie, jestem totalnie zewnątrzsterowna. Jerz po niespełna trzech latach obserwacji już to wie.
Dlatego najbardziej lubię odwiedziny zapowiedziane, minimum godzinę :D

wtorek, 15 października 2013

Dyspozytor Oksa

Jakiś czas temu Jerzyk uformował z kołdry górę dla pociągów i oznajmił:
- Ta góra będzie się nazywać Oks.
Zazwyczaj góry otrzymywały miano Żar, wspomnienie naszej wakacyjnej wycieczki. A Oks bardzo mi się spodobało.

środa, 4 września 2013

Rawenna nocą

Dziś dzień ojca i syna, bo ja usiłowałam napisać krótki artykuł. Wstaliśmy na sjestę. O tej porze siedzimy w domku. Z Jerzem w domu nie jestem w stanie się skupić. Wysyłam ich po zakupy, frutta e verdura. Warzywniaki tutaj to sklecone w polu szałasy z wielkim szyldem frutta e verdura właśnie. A więc jadą tam i po chwili wracają: nieczynne, bo sjesta. Więc siedzimy znów w domku aż do bezpiecznej godziny, gdy wreszcie mogą pójść na plażę.

wtorek, 3 września 2013

Marina Romea

Jesteśmy u celu. Wreszcie to czujemy: dotarliśmy do miejsca, gdzie spędzimy najbliższe dwa tygodnie. Wstępny rekonesans pod wodzą babci Ewy i jej przyjaciół - i zostajemy sami. Bardzo nam tak dobrze po ostatnim intensywnym tygodniu.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Pocztówka ze Wschodu

Znów jesteśmy tu, gdzie ziemia jest bardziej płaska, a niebo głębokie, spektakularne, trójwymiarowe.
Ziemia jest płaska i zielona. Jeśli coś już musi wyrastać wyżej niż trawa, to stara się być jak najniższe, za to rozłożyste. Obserwujemy świat z wąskiej asfaltówki, takiej, na której nie da się wyprzedzić kombajnu. Po obu stronach niskie domki, każdy otoczony ogródkiem, głównie trawiastym. Ale są i kwiaty w jaskrawych kolorach, gdzieniegdzie zarośla malw, słoneczniki albo gotyk kanny. Wszystko zalane, sprażone słońcem. Karłowate drzewka prawie nie dają cienia.

sobota, 13 lipca 2013

W chmurze

Sobotnie popołudnie po pierwszym tygodniu w Paszczakowcu. Marek przyjechał wczoraj późnym wieczorem, zbyt późnym. Więc dziś nadrabiałam spanie, a oni z Jerzem nadrabiali rozłąkę. Ale w końcu, po obiedzie (ja - bez śniadania), po kawie, nosi nas i chcemy spędzić czas razem i gdzieś pojechać. Pogoda straszy. Nad domem wiszą szarawe chmurzyska. Ale nosi nas tak, że jedziemy, nie ma opcji. Święty Krzyż, wersja soft, czyli po asfalcie. Marzenia o drodze po kamieniach (jedynej, która tak naprawdę się liczy ;)) odkładam znów na przyszły rok.

wtorek, 2 lipca 2013

Skąd się wziąłem i zabawa w zaufanie

Jesteśmy po pierwszej oficjalnej rozmowie uświadamiającej naszego syna. To znaczy mówiliśmy mu czasem co nieco. Wiedział, że bobasy najpierw są w brzuszku etc. Przyjmował to tak po prostu. Wczoraj sam wystrzelił z pytaniem:
- A skąd tata ma Jerzyka? 
I rzucił się Markowi na szyję.

Jerz-mówki stare i nowe

Przez kilka ostatnich miesięcy Jerz rozbujał się w mówieniu. Czasem jak ma fazę, to wydaje mi się, że powinnam cały czas siedzieć z notesem i zapisywać, co mówi ;) Oczywiście tego nie robię w większości sytuacji, ale są chwile, gdy potrafię się powstrzymać :)