Jakby człowiek był bezdzietny, to by sobie był, jaki jest, i wcale by się tym nie przejmował. Nie zastanawiałby się, na co traci (jak spędza, wersja dla aktywnych) czas. Zmieniałby się trochę albo nie, rozwijałby się albo nie, docierałby się z mężem albo by sobie odpuszczał. Wszystko zależnie od potrzeb tego kogoś. A dzietny nie ma wyboru. Musi się zmieniać.
historie z życia rodzinki, refleksje ogólne oraz opisy szalonych przygód, jeśli się takie zdarzą
środa, 19 września 2012
niedziela, 16 września 2012
Notatki z niepamięci
Mam wrażenie, że gdzieś biegnę - tylko dokąd? Po drodze umykają mi chwile, godziny, całe popołudnia czy poranki nie do odtworzenia. Chodzę i myślę, co robiłam wczoraj? Jeszcze dwie godziny temu pamiętałam. Znów chwila ucieka, znów nie wiem.
Aby zatrzymać coś z tego pędu, zrekonstruowałam.
Aby zatrzymać coś z tego pędu, zrekonstruowałam.
czwartek, 13 września 2012
Top 4 fascynujących pojazdów i olśnienie
1. "Brume, brume, brume" - tak ostatnio zaczynają się nasze dni. Brume to małe plastikowe autka, które da się łączyć jak kolejkę. Jerzyk dostał je w zeszły czwartek. Nie kupujcie dzieciom zabawek wieczorem. Był taki podekscytowany, że usnął dopiero po 22. W skupieniu przebierał paluszkami, po czym zapadała decyzja - i autka znów zmieniały kolejność. Wreszcie Marek schował brume, bo usypiający Jerz co na nie spojrzał, to się wybudzał.
wtorek, 11 września 2012
Artur
Choroba wywraca życie do góry nogami, wsysa w swój świat badań, diagnoz, leków, sprzętów o dziwnych nazwach. Wszyscy są gdzie indziej, w środku tego świata jest tak naprawdę tylko ten, kogo to dotknęło. Można tam na chwilę zajrzeć, by potem z ulgą wrócić do swojej zwyczajności. Żyjąc swoim życiem łatwo zapomnieć, że chory tkwi tam wciąż, z nowymi rozpoznaniami, nowymi skierowaniami, nową rozpaczą lub nadzieją.
piątek, 7 września 2012
Rocznicowe książkowe candy - zakończone!
Przeoczona przeze mnie, cicho i skromnie minęła rocznica od zamieszczenia na tym blogu pierwszego posta. Ponieważ przez ten rok pisanie bloga sprawiło mi dużo radości, chciałabym jakoś zaznaczyć tę datę! A poza tym lubię wrzesień i jest to dla mnie w ogóle rocznicowy miesiąc, tym bardziej jest okazja, by podzielić się tu czymś fajnym.
Ponieważ za jedną z fajniejszych rzeczy na świecie uważam książki, będzie to candy książkowe.
Ponieważ za jedną z fajniejszych rzeczy na świecie uważam książki, będzie to candy książkowe.
wtorek, 4 września 2012
Dlaczego Jerzyk nie jest dużym chłopcem
Duży chłopiec nie płacze. Duży chłopiec sam je. Duży chłopiec siada na sedes. Wygodnie być mamą dużego chłopca. Więc czemu nie chcę, żeby Jerzyk był dużym chłopcem? Nie, nie jestem mamcią, która dąży do tego, by jej dziecko na zawsze pozostało milusim bobasiem. Więc dlaczego nie chcę?
niedziela, 26 sierpnia 2012
Pięć lat stuknęło
Czas pędzi. Wydaje się, że to było chwilę temu, a tu minęło pięć lat od naszego ślubu i osiem z haczykiem, jak się znamy. Niby niezbyt imponujące cyfry, ale taki ładny kawałek życia.
piątek, 24 sierpnia 2012
Mobilny Jerz, rozgadany też
Jak się z Jerzem wypuściliśmy z domu, to nieśpieszno nam wracać. Marek w dni robocze wraca do pracy, a my się rozbijamy od jednej babci do drugiej. Od babci Krysi z Dzikiego Wschodu do babci Ewy w Świętokrzyskie przywiozła nas Niebieska Kaśka. Po weekendzie, gdy odzyskaliśmy samochód, znów nie zagrzaliśmy miejsca w domu.
czwartek, 16 sierpnia 2012
środa, 15 sierpnia 2012
Wesele. Deszcze. Bug
Spędziłam w domu pięć dni. W tym czasie załatwiałam sprawy związane z naprawą usterek w mieszkaniu i planowanym remontem, cieszyłam się z odwiedzin sympatycznych gości, Stasia i jego mamy, oraz usiłowałam wyprać rzeczy po poprzednim wyjeździe. A już w piątek wieczorem przyjechała tzw. Niebieska Kaśka, by towarzyszyć nam jako niania na weselu.
piątek, 10 sierpnia 2012
Jerzu & Staś
Już jakiś czas temu stwierdziłam, że jest zdecydowanie bezpieczniej i mniej konfliktowo, gdy Jerzu bawi się z dziećmi sporo starszymi od siebie. Smoczy potomek Staś był świetnym towarzyszem.
sobota, 4 sierpnia 2012
Ostateczne pożegnanie superniani
Nie żebym wcześniej byłą fanką superniań i im podobnych rozwiązań. Czasem - w chwilach załamania - zazdrościłam im skuteczności. A jednak czułam, że można inaczej, karny jeżyk i inne Gotowe Doskonałe na Każdą Okazję Metody budziły mój opór. Po Family Campie 2012 ostatecznie straciłam nadzieję i ambicję, by być skutecznym rodzicem. W zamian zyskałam ogromną dawkę zaufania we własne rodzicielskie kompetencje - i w kompetencje mojego dziecka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)